niedziela, 27 kwietnia 2014

"Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło szerzyć dobro? "


Nigdy wcześniej nic się jej nie śniło. Była chyba jedyną osobą, która nie miała żadnych snów. Zasypiała i budziła się, nie pamiętając zupełnie nic. I było jej z tym dobrze. Nie miała koszmarów jako dziecko. Tata jej zawsze powtarzał, że brak koszmarów oznacza brak zmartwień, ale w takim razie, co oznaczał brak dobrych snów? Nigdy jakoś go o to nie zapytała. Tej nocy jednak było inaczej. Śnił jej się sen, na który skarży się wiele ludzi - ktoś ją gonił. Był powszechny i popularny, ale przy tym okropny. Była wykończona, kiedy się obudziła. Czuła frustracje. Dlaczego pierwszy sen w jej życiu był akurat taki? Nie mogło jej się przyśnić, jak dostaje posadę o której marzy, jak ratuje komuś życie, jak przeżywa prawdziwą miłość? Napiła się wody i wstała z łóżka. Wiedziała, że czeka ją ciężki dzień, a zupełnie się nie wyspała. Odsłoniła rolety, ubrała szlafrok i rozczesała włosy. Wzięła głęboki wdech. M u s i a ł a poradzić sobie z tym chłopakiem. Musiała udowodnić, że jest najlepsza, nie do zagięcia. Chciała to pokazać Falwitowi, Bonitowi, oraz (a może przede wszystkim?) sobie.
 Nie lubiła mieć podopiecznych, którzy nie rozumieją prostych poleceń. Chciała takich, którzy będą ją szanować i traktować jej słowa poważnie. Będą brali z niej przykład i skończą kurs na szóstkę. Chciała osiągnięć i chciała być z nich dumna. Dlatego nienawidziła trudnych przypadków, mimo, że dawała sobie z nimi radę. Chłopak był naprawdę ciężki i wiedziała, że musi mieć do niego odpowiednie podejście. Tylko, że najpierw musiała go poznać, żeby obrać jakąkolwiek taktykę. A zdawała sobie sprawę, ze to nie będzie proste.  Zastała chłopaka w kuchni, palił przy oknie. Bawił się papierosem i wypuszczał dym patrząc przed siebie. Siedział na parapecie. Otaksowała go spojrzeniem, zanim podeszła. Był naprawdę bardzo przystojny. Oczywiście nie widziała w nim potencjalnego partnera dla siebie - był stanowczo za młody. Zresztą, nawet niezbyt w jej typie. Co nie zmieniało faktu, że był niesamowicie atrakcyjny. Miał czarne włosy i ostre rysy twarzy. Wyglądem nie przypominał przyszłego anioła. Miała nadzieje, że pod wpływem przygotowań, rysy jego twarzy złagodnieją, jak to się działo w wielu przypadkach, ale coś jej podpowiadało, że tak nie będzie.
 - Jesteś bezczelny - powiedziała zła, podchodząc do niego. Założyła ręce na biodra, co niesamowicie go rozbawiło. Ona z kolei jego spojrzenie odebrała jako protekcjonalne i pobłażliwe.
 - Siema, wyspana? - spytał swobodnie, nie przestając palić, co było czystą prowokacją.
 - Co to za język? I jak ty się do mnie zwracasz? W tej chwili oddaj mi te papierosy, bo nie ręczę za siebie - syknęła ze złością i wręcz wyrwała mu paczkę z dłoni. Zaśmiał się.
 - Spokojnie, po kolei te rozkazy, bo się gubię, proszę pani. A papierosy są mi potrzebne jak tlen, już mi pani jedne zabrała, teraz proszę mnie zostawić w spokoju. Denerwuje się pierwszym dniem na treningu - powiedział niewinnie jak dziecko.
 - Denerwujesz się? - uniosła brew. - Nie wyglądasz na szczególnie przejętego - nalała mu do szklanki płynnego miodu i podała - to cię wzmocni.
 Wzruszył ramionami i napił się. Siedzieli przez chwilę w milczeniu, ale nie trwało to długo. Chłopak miał ochotę coś powiedzieć, ale co próbował otworzyć usta, dochodził do wniosku, że lepiej to przemilczeć.
 - Krzyczałaś - powiedział nagle. Spojrzała na niego, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. - No, dzisiaj w nocy. Krzyczałaś.
 - Naprawdę? - jęknęła.
 - Tak, naprawdę. Obudziłaś mnie - nie miał pretensji, po prostu informował.
 - Przepraszam, miałam dziwny sen - wstawiła chleb do tostera.
 - Co ci się śniło?
 - Nie twoja sprawa - miła Celina się skończyła. Nalała sobie kawy do kubka, a Bonit przewrócił oczami.
 - Jesteś strasznie drażliwa. Też dostanę kawę?
 - Nie. Kofeina osłabia moc. Pij swój miód.
 - Nie lubię cię jakoś - odparł chłopak. Zauważyła, jak bardzo wbrew pozorom jest podobny do ojca. Tak samo wyraziste kości policzkowe i zielone oczy. Mimo wszystko, nadal był za młody i na takiego wyglądał. Nie była stara, ale była dojrzałą kobietą, samotną i silną. Czas spędzany na szkoleniu młodych, sprawiał że była z każdym dniem coraz bardziej cierpliwa i zrównoważona. Każdy jej podopieczny też ją czegoś nauczył. Mimo że nie przepadała za tą pracą, wiedziała, że ma ona pewien urok. Nie chciała się tym jednak zajmować do końca życia. Zasługiwała na coś lepszego. Nagle do ich mieszkania wleciała gazeta. Dosłownie, miała przypięte małe skrzydełka do stron. Sama odnajdowała aniołów i co rano pojawiała się w ich domach.
 - Poranek z nieba? - spytał chłopak i sięgnął po gazetę.
 - Tak. Pewnie znowu jakieś plotki. Chyba zmienię swojego dostawce gazet, ci dziennikarze tutaj mnie strasznie denerwują, piszą same głupoty.
 - Ta, ciebie każdy denerwuje - pokręcił głową Bonit i spojrzał na okładkę. - Jakaś afera. "Ważne spotkanie Falwita z Lucyferem zakończyło się ostrym nieporozumieniem. Obaj panowie zachowali klasę i spokój, ale z tego co nam wiadomo, zapowiada się prawdziwa wojna" - zacytował.
 - Ale mi nowość. Nasza natura jest taka, że ze sobą walczymy. Po to was szkolimy, żebyście chronili ludzi.
 - Podobno to duże większe niebezpieczeństwo niż do tej pory - powiedział, ale nie wyglądał na przestraszonego czy przejętego, więc nie uważała za konieczne uspokajać go. Potrafił trzymać uczucia na wodzy, co jej się bardzo podobało, chociaż była zazdrosna, bo ona nie miała tej sztuki tak perfekcyjnie opanowanej, a w końcu była starsza.
 - Większość tutaj to plotki, lepiej do zostaw i zbieraj się, bo spóźnisz się na trening.  - napiła się kawy i poszła do łazienki. Pokręcił głowa patrząc na nią. Miała autorytet. Zawsze próbował stłamsić swoich opiekunów i mu to naprawdę wychodziło, ale ona miała w sobie coś, że mimo wszystko warto było ważyć słowa, a złośliwości trzymać na poziomie, żeby nie zostać wyśmianym. Miała w sobie coś, co sprawiało że czuł do niej respekt, ale mimo to nie zamierzał jej tego okazywać. Miałaby wtedy nad nim zbyt dużą władzę a w dodatku zdawałaby sobie z tego sprawę.
~*~*~*~
 Za każdym razem ćwiczył w innych grupach, ale właściwie nigdy nie trwało to dłużej niż jeden, dwa dni, więc praktycznie nic nie umiał. Wszedł do pomieszczenia i usiadł razem z innymi pod ścianą. Rozejrzał się. Przedział wiekowy był mniej więcej od czternastu, do dwudziestu pięciu lat. Niektórzy ćwiczyli od paru miesięcy, inni od paru dni, nie było żadnego podziału, kto dołączał ten dołączał, musiał się odnaleźć.
 - Dzisiaj będą zajęcia fizyczne - zaczął instruktor. - Często niestety między nami a diabłami dochodzi do walki fizycznej, a nie tylko rzucania kulami świetlnymi, czy zaklęciami. Na to musicie być gotowi. Instruktorów jest pięciu, ale ćwiczycie na własną rękę, oni będą podchodzić co jakiś czas do któregoś z was i udzielać wskazówek. Na koniec dnia sprawdzimy, jak wam poszło. Przygotujcie się dziś do strzelania z łuku, rzutu piłką i przeskakiwania przez przeszkody.
 Wszyscy go słuchali, a już chwilę po jego instrukcji rozeszli się do różnych sprzętów. Bonit zaczął od łuku. Nie miał pojęcia o strzelaniu a nie chciał z siebie zrobić idioty na prezentacji, więc musiał poćwiczyć. Pierwszy strzał - nawet nie trafił w tarcze. Drugi strzał - mniej więcej to samo. Trzeci strzał - no ile można... Usłyszał za sobą kobiecy, perlisty śmiech. Odwrócił się. Stała za nim wyraźnie rozbawiona blondynka, szczupła i delikatna. Nie wyglądała na ostrą zawodniczkę i nie wyobrażał sobie, żeby mogła być lepsza od niego.
 - Z czego się śmiejesz? - przewrócił oczami.
 - Rozumiem, ze jesteś początkujący, ale myślałam, że nawet pierwszego dnia trafia się w tarcze. Chociaż raz.
 - No, ty pewnie za każdym razem trafiasz w sam środek- zakpił. Uniosła brew i wzięła od niego łuk. Po jednym strzale, w środek tarczy przekonał się, że pochopnie ją ocenił. Uśmiechnęła się uroczo.
 - Jestem Aurora - przedstawiła się. - Mogę cię trochę potrenować, bo widzę, że strzelanie nie jest twoja najlepszą stroną. Możesz rozbawić parę osób na sali.
 - Niech jest - przyznał. Wolał trochę poćwiczyć, niż faktycznie ośmieszyć się przed wszystkimi. Uśmiechnęła się i podała mu łuk. Ustawiła jego ręce jak należy i pokierowała nim, tak żeby dobrze naprężył łuk.
 - Skup się i pamiętaj, że zawsze warto strzelić trochę wyżej, niż ci się wydaje - uśmiechnęła się. Kiwnął głową i strzelił. Nie trafił tak dobrze jak ona, ale przynajmniej strzała wbiła się w tarcze.
- Brawo. Dalej ćwicz sam, już wiesz co robić - uśmiechnęła się.
 Trenował spokojnie. Szło mu trochę lepiej, a ze skakaniem przez przeszkody w ogóle nie miał problemu. Trenowali równe sześć godzin. Obserwował innych. Niektórzy szybko mieli dość i robili sobie wiele przerw, inni, tak jak Aurora, ćwiczyli niemal bez przerwy i bardzo intensywnie. Widział, że jest dobra. Była naprawdę szczupła i nie miał pojęcia, gdzie ma te wszystkie mięśnie. Była blondynką i miała błękitne oczy, co działało na jej korzyść w tym świecie. To oznaczało, że z pewnością będzie bardziej szanowana. Miała ostre rysy twarzy i wyglądało na to, że była od niego trochę starsza. Mogła mieć na oko dwadzieścia dwa, trzy lata. Nie była wysoka, więc sprawiała wrażenie naprawdę delikatnej istoty, a przynajmniej tak się wydawało kiedy nie trenowała. Teraz widział w jej oczach upór, siłę i wytrwałość. Wydawała mu się starsza, dojrzalsza i bardziej zdecydowana, niż parę godzin temu, kiedy tylko za nim stała i się śmiała. Spodobała mu się, była ładna. A po kursie, kobiety stawały się jeszcze piękniejsze, więc nawet sobie nie wyobrażał, jak wtedy będzie olśniewająco wyglądać.
 - Nie patrz się tak na mnie, tylko trenuj, dalej jesteś słaby - zaśmiała się i strzeliła w jego tarcze.
 - Trochę się podszkolę i będę dużo lepszy od ciebie - pokręcił głową.
 - Chciałbyś. Kiedy ty dojdziesz do tego poziomu, na którym ja jestem, będę już trzy razy lepsza.
 - Jesteś tylko dziewczyną, prędzej czy później wymiękniesz.
 - No, to zobaczymy - powiedziała spokojnie, ale nie dała się sprowokować. Poszła przeskakiwać przez przeszkody. Robiła to tak szybko, jakby w ten sposób uczyła się chodzić jak była mała.
~*~*~*~
 Prezentacja poszła mu całkiem nieźle. Nie trafiał tak dobrze jak niektórzy, ale widział też osoby, którym poszło znacznie gorzej. Mimo wszystko zamierzał postarać się o to, żeby zrobić postępy. Chciał być lepszy od Aurory, widział wyzwanie w jej oczach kiedy strzelała bez problemu i trafiała w sam środek. Zresztą, w skakaniu miała lepszy czas, a piłkę rzucała znacznie dalej.
 - Jak tam porażka? - spytała rozbawiona, kiedy prezentacja się skończyła. Mieli już wracać do domu.
 - Jednorazowa, nie martw się.
- Nie sądzę - pokręciła głową. - Wracaj do domu i odpoczywaj, może następnym razem będzie lepiej.
Pokręcił głową.
 - Odprowadzę cię. Jeszcze się stanie coś po drodze takiej drobnej dziewczynce.
 - Raczej to ja ciebie będę musiała bronić w razie czego - powiedziała rozbawiona, ale poszła z nim.
 Przez całą drogę myślał o tym, czy może faktycznie nie powinien już tu zostać. Bo w końcu, ile można uciekać? I tak i tak prędzej czy później dadzą mu całą straż, jak kolejna opiekunka zrezygnuje. Zresztą, czuł, że tym razem nie byłoby tak łatwo skłonić ją do rezygnacji. Celina była uparta i zauważył to niemal od razu. Musiał sam przed sobą przyznać, że lubił upartych ludzi, nawet jeśli działali nie tak jak on chce. Szanował ich,bo nie poddawali się łatwo. Aurora również wyglądała na taką osobę.
 - Zastanawiałaś się kiedyś, jak to by było wybrać drugą stronę? - spytał spokojnie. Nie powinni, a może nawet nie mogli się nad tym zastanawiać, ale ona nie zareagowała oburzeniem. Milczała przez chwilę.
 - Wiele razy. I zapewniam, że każdy się nad tym zastanawiał, nie ważne jak bardzo ci wmawiają, że to jest złe. Zło wszystkich pociąga.
 - Mam wrażenie, że wiele o tym wszystkim nie wiemy - westchnął.
 - Bo nie wiemy - przyznała. - Teraz mamy się uczyć i szkolić. Zagrożenie jest realne i nie wierz w to, że to tylko plotki.
 - Diabły rozpętają wojnę wśród ludzi?
 - Myślę, że tak. Że są do tego zdolni. Konflikty między nami się nasilają i nie prowadzą do niczego dobrego. Trzeba być ostrożnym, dlatego tak zacięcie trenuję, chcę być najlepsza, bo najlepsi będą potrzebni.
Nic już nie powiedział, spacerowali w milczeniu. Szli ulicą, ale ludzie ich nie widzieli.
Usłyszeli krzyk spod mostu. Pobiegli tam szybko. Trzech chłopaków biło jakiegoś drobnego chłopca, za nimi stał diabeł. Aurora ścisnęła mocno dłoń chłopaka, właśnie do takich sytuacji byli przygotowywani, mieli z nimi walczyć, ale wiedziała że nie są na to jeszcze gotowi.
 - Spokojnie, coś wymyślimy... nie znam jeszcze żadnych zaklęć, ty jesteś starsza, na pewno coś wiesz.
 Kiwnęła niepewnie głową i z jej dłoni wypłynął niebieski promień. Uderzył w diabła na przeciwko nich, a w okolicy pojawiła się policja, która pomogła chłopakowi. Bonit się uśmiechnął.
 - Jesteś niezła - przyznał.
 - No jasne, a czego się spodziewałeś - zaśmiała się. Poszli dalej. Czuł, że może przeżyć ten kurs. A może nawet, zostać aniołem, to nie taka zła myśl. Może nawet aniołem stróżem.